Pracujemy od poniedziałku do czwartku
w godz: 9:00 - 17:30, w piątek w godz: 8:30-17:00

Koszyk: 0,00 PLN
0 przedmiotów
pokaż koszyk

Onkyo C-7070 „Najlepszy Zakup” w Hi-Fi Choice 1/2012 24-01-2012

Stworzenie bardzo dobrego odtwarzacza CD nie stanowi dla Onkyo większego problemu o czym możemy przekonać się słuchając modelu C-7000R. Testowany w pierwszym tegorocznym numerze HiFi Choice odtwarzacz C-7070 stanowi znacznie przystępniejszy cenowo przykład poważnego podejścia konstruktorów do źródeł dźwięku. Dzięki ponadprzeciętnym walorom brzmieniowym i użytkowym odtwarzacz zdobył wyróżnienie „Najlepszy Zakup”.


W teście czytamy:

Rytmiczny z niezłym basem

W zestawieniu z takimi konkurentami, jak Marantz SA 7003 czy NAD C545BEE Onkyo bryluje przede wszystkim za sprawą lepiej zróżnicowanych niskich tonów. Odsłuch albumu „Modern Cool” Patricii Barber, a w szczególności utworu „Postmodern Blues” utwierdził mnie w przekonaniu, że C-7070 czuje się dobrze z muzyką opartą na silnym fundamencie basowym. To właśnie Onkyo poradził sobie najlepiej z całej trójki z odtwarzaniem kontrabasu. NAD wypadł niemal równie dobrze, aczkolwiek za jego pośrednictwem instrument ten nie brzmiał już tak plastycznie, jego barwa była nieco przygaszona. Z kolei Marantz poradził sobie z rytmiką, ale zabrakło zejścia w najniższe partie niskich składowych, które usatysfakcjonowałoby miłośników głębokiego i pulsującego basu. C-7070 dobrze wypadł również z muzyką klasyczną i jazzem. W pierwszym wypadku dużym składom symfonicznym nie brakowało dynamiki, zwłaszcza w skali makro; w momencie głośnego tutti japoński odtwarzacz znakomicie poradził sobie z utrzymaniem w ryzach tak dużej ilości instrumentów. Drobne niedostatki dąło się zauważyć w kwestii budowy przestrzeni (instrumenty z pierwszej i drugiej linii nieco się zlewały), aczkolwiek w przypadku urządzenia z tej półki cenowej trudno to uznać za wadę. Przewaga ponadtrzykrotnie droższego Ayona CD-07s w tym względzie nie powinna nikogo dziwić, podobnie jak fakt, iż NAD i Marantz też nie były w stanie przeskoczyć swoich ograniczeń. 
Z kolei z nowoczesnym jazzem Lee Ritenoura na albumie „Alive In L.A.” C-7070 bez problemu poradził sobie z odwzorowaniem sceny stereo, w otwierającym ten koncertowy album utworze „A Little Bumpin” fortepian Alana Pasqua był wyraźnie zarysowany w przestrzeni przed nieco wysuniętą do przodu gitarą basową Melvina Davisa i czytelnie rysowaną w centrum znakomitą solówką Lee Ritenoura, którą po prostu uwielbiam. Muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się również barwa saksofonu Billa Evansa – najbardziej soczyście zaprezentował ją właśnie „cedek” Onkyo, choć Marantz nie ingerował zbytnio w naturę tego zacnego instrumentu. NAD wydał mi się nieco zbyt kulturalny, jakby chciał tę muzykę przekazać z mniejszymi rumieńcami. Sytuacja powtórzyła się zresztą podczas odtwarzania mojego ulubionego numeru z tej płyty, a więc utworu „Uptown”, znowu ze znakomitym saksofonem Evansa  - tutaj przydałoby się  nieco lampowej słodyczy, ale i tak uznałem, że C-7070 świetnie poradził sobie z przekazaniem barwy i kontrola dynamiki akompaniującego fortepianu.

Próby z odtwarzaniem muzyki za pośrednictwem złącza USB umieszczonego wygodnie, bo na froncie urządzenia, wypady bardzo dobrze. Można podłączyć bezpośrednio pendrive’a lub iPoda/iPhone’a i odtwarzać zapisaną w tych urządzeniach muzykę. Oczywiście jej jakość będzie zależała od stopnia kompresji, bo C-7070 akceptuje wyłącznie pliki MP3 i WMA, a więc skompresowane.

Rzetelny i neutralny

Odnoszę wrażenie, że konstruktorom nowego odtwarzacza Onkyo zależało przede wszystkim na uzyskaniu jak najbardziej neutralnego i wiernego brzmienia, jakie tylko da się wycisną z urządzenia z tej półki cenowej. Do plusów C-7070 zdecydowanie zaliczyłbym jego powściągliwość, dzięki której nie dokonuje on nadinterpretacji materiału muzycznego, czego nie ustrzegły się inne konstrukcje za podobne pieniądze. Onkyo z odtworzeniem barwy instrumentów czy wokali radzi sobie nadspodziewanie dobrze, a drobne niedociągnięcia w odwzorowaniu przestrzeni pokazuje dopiero z dużymi składami orkiestrowymi. Mimo to ani razu nie udało mi się go wytrącić z równowagi, jeśli chodzi o dynamikę choć bardzo się starałem, kładąc na tacce transportu nawet najbardziej karkołomny materiał muzyczny, choćby szaleńczą wręcz płytę „Amarok” Mike’a Oldfielda.
kino domowe hi-fi