Pracujemy od poniedziałku do czwartku
w godz: 9:00 - 17:30, w piątek w godz: 8:30-17:00

Koszyk: 0,00 PLN
0 przedmiotów
pokaż koszyk

Klipsch P-37F „Najlepszy Zakup” w Hi-Fi Choice 5/2014 22-05-2014

W numerze 5/2014 miesięcznika Hi-Fi Choice znajduje się test kolumn głośnikowych Klipsch model Palladium P37F. Przetworniki zostały bardzo wysoko ocenione i zdobyły wyróżnienie „Najlepszy Zakup”.
 
Uderzająca dynamika, ale i spokój
 
 
P-37F należą do grupy kolumn wyposażonych w wysokoefektywne przetworniki tubowe i o ile wysokotonowa tubka nie jest tutaj czymś nadzwyczajnym, o tyle tubka pracująca w paśmie średnich tonów już tak. I to właśnie w głównej mierze na tych tubowych przetwornikach Klipsch opiera swoje charakterystyczne brzmienie. Te podłogowe kolumny z serii Palladium są żywiołowe i niezwykle dynamiczne. Ale zdziwiłby się ten, kto sądzi, że dźwięk reprodukowany przez tuby jest przerysowany, agresywny i przez to mało przyjemny w odbiorze. Już przy okazji testów tańszych kolumn marki Klipsch często zwracałem uwagę na to, że tubowe przetworniki stosowane przez tego amerykańskiego producenta całkowicie zaprzeczają stereotypom. W przypadku P-37F jest podobnie, choć one pod tym względem idą jeszcze dalej. Jestem gotów założyć się, że wiele osób nawet z dużym doświadczeniem w tej dziedzinie nie rozpoznałoby w ślepym teście, że mają do czynienia z kolumnami wyposażonymi w tubowe przetworniki odtwarzające pasmo średnich i wysokich tonów. P-37F mają zasadniczą i fenomenalną zaletę, potrafią zagrać delikatnie, subtelnie, ale z tak rewelacyjnym zróżnicowaniem rytmu, że za ich pośrednictwem możemy się wiele dowiedzieć o dźwięku zrejestrowanym podczas nagrań w studio przez naszych ulubionych wykonawców i to niezależnie od gatunku muzycznego jaki wykonują.
 
 
Podczas testów przekonałem się, że kolumny z serii Palladium są idealnym partnerem dla wzmacniaczy Accuphase, bo te japońskie konstrukcje lubią się z wysokoefektywnymi kolumnami…
 
 
 


…Klipsche mają bowiem kilka niepowtarzalnych cech brzmienia, które są wyznacznikiem ich wysokiej klasy. Mam tu na myśli przede wszystkim gładkość dźwięku, która absolutnie nie przypomina estradowego sznytu grania wielu kolumn wyposażonych w tubki. Podczas odsłuchu skrajnie różnych gatunków muzycznych, jak chociażby albumu „Hell Or High Water” Sary K. czy „Ozzmosis” Ozzy’ego Osbourne’a, nie wspominając już o „Merry Go Round” Freddy’ego Cole’a, do moich uszu docierał zawsze dźwięk o znakomitej, namacalnej wręcz fakturze. Każda nuta oddana była przez P-37F z niewiarygodną energią i precyzją, ale nigdy nie brzmiała zbyt agresywnie. Palladium brzmią tak, jakby każdy detal w mikroskopijnych warstwach był dla nich tak samo ważny, jak dźwięki w skali makro, gdzie do głosu dochodzą już membrany głośników zajmujących się odtwarzaniem niskich tonów. Jeśli szukacie kolumn do muzyki klasycznej i odsłuchu dużych składów symfonicznych, to P-37F spełnią Wasze wymagania z nawiązką, racząc potężnym, ale i wyrafinowanym basem. Koncert Stinga z orkiestrą nagrany w Berlinie okazał się materiałem muzycznym, który w pełni mógł rozwinąć skrzydła za pośrednictwem tych amerykańskich kolumn – nagłe skoki głośności w momentach, kiedy do głosu dochodziły jednocześnie partie basowe i smyczkowe, wzbudzały we mnie tak dużo emocji, że czułam się jak podczas wykonania na żywo. Łącznie sześć hybrydowych membran głośników niskotonowych za każdym razem wykonywało kawał dobrej roboty, pompując olbrzymie masy powietrza tak potrzebne do stworzenia fal najniższych częstotliwości przy jednoczesnej zegarmistrzowskiej precyzji – do moich uszu docierał szybki i konturowy dźwięk. Poszczególne instrumenty stały na wielkiej scenie ustawione w idealnym porządku bez nachodzenia na siebie czy zlewania się źródeł pozornych. Co ciekawe, tak wysoka jakość brzmienia udało mi się uzyskać nie tylko za pośrednictwem wzmacniacza Accuphase E-460, ale również Hegla H-80, który mimo dwukrotnie niższej mocy od japońskiej integry świetnie poradził sobie z napędzaniem tych postawnych trójdrożnych kolumn podłogowych. Okazało się, że również w zestawieniu z norweską integrą udało mi się uzyskać fenomenalnie zróżnicowany, plastyczny bas o potędze, o jaką można by posądzić tranzystorowe wzmacniacze dysponujące dużo wyższą mocą.


 

Podsumowanie
 
Kolumny marki Klipsch z serii Palladium adresowałbym przede wszystkim do osób poszukujących zespołów głośnikowych zdolnych do bezproblemowego nagłośnienia dużych salonowych powierzchni. Dzięki nowocześnie prezentującej się bryle i ciekawej kolorystyce wpasują się do wielu pomieszczeń, a ich charakterystyczne, dynamiczne brzmienie przypadnie do gustu wielu osobom, dla których słuchanie muzyki bez podkreślenia jej energicznej natury nie miałoby sensu. Te wysokoefektywne kolumny nie sprawiają wzmacniaczom problemu, ale zainstalowane na ich pokładzie niskotonowe hybrydowe stożki wymagają sporo watów do ich napędzenia, tak więc należy zapewnić im minimum podane przez producenta w danych technicznych. Z kolei z tymi wzmacniaczami, które dysponują odpowiednim potencjałem mocy, potrafią nawet w dużych pomieszczeniach zagrać naprawdę głośno i zaimponować potężnym, nisko schodzącym basem o świetnej kontroli. Dzięki tubowym głośnikom wyposażonym w tubki Tractrix Horn testowane kolumny wyznaczają poziom w zakresie dynamiki, który dla wielu kolumn jest po prostu nieosiągalny. Z kolei barwa dźwięku i jego delikatność ujmują finezyjnym przekazem i całkowicie zaprzeczają stereotypom na temat głośników tubowych.
 

kino domowe hi-fi