Pracujemy od poniedziałku do czwartku
w godz: 9:00 - 17:30, w piątek w godz: 8:30-17:00

Koszyk: 0,00 PLN
0 przedmiotów
pokaż koszyk

Klipsch Heresy III „Rekomendacja” w Hi-Fi Choice 12/2015 07-01-2016

W ostatnim zeszłorocznym numerze Hi-Fi Choice znajduje się test kolumn głośnikowych Klipsch Heresy III. Dzięki: fenomenalnej spójności brzmienia, doskonale kontrolowanemu i zróżnicowanemu basowi, stereofonii o wielkiej precyzji i rozpiętości, zestaw zdobył wyróżnienie „Rekomendacja”.      


„Spójność i odpowiedź impulsowa


W pewnym sensie wiedziałem, czego można spodziewać się po Heresy III chociażby w związku z faktem, że wyposażono je w aż dwa tubowe przetworniki, pokrywające pasmo w zakresie średnich i wysokich tonów. W taką głośnikową konfigurację wyposażone są również inne drogie kolumny marki Klipsch, a mianowicie Klipschorn, pochodzący z serii Heritage, do jakiej należą Herresy III….

Heresy III ujęły mnie obłędną spójnością dźwięku, której właściwie się nie spodziewałem po tego typu konstrukcji, bowiem zestroić dwie tuby w zakresie średnich tonów i wysokich tonów jest wielką sztuką, a w przeszłości niewielu producentom się to udawało. Z drugiej strony to Klipsch obok JBL jest największym specjalistą w produkcji kolumn opartych na przetwornikach tubowych, więc wysoka jakość brzmienia, z jaką można mieć w przypadku Heresy III do czynienia, nikogo nie powinna dziwić. Ja jednak zawsze podchodzę do tego typu rozwiązań z dystansem i jeśli nie zostanę jakoś pozytywnie zaskoczony, szybko o nich zapominam, jak również o samych kolumnach. Ale w przypadku Heresy III z pewnością tak się nie stanie, bo te kolumny na bardzo długo pozostaną w mojej pamięci, właśnie ze względu na obłędną spójność brzmienia. Te podłogowe kolumny wyglądające jak mocno przerośnięte monitory brzmią tak, jakby były wyposażone w jeden doskonały przetwornik szerokopasmowy, idealnie przenoszący pełny, słyszalny przez ludzkie ucho zakres częstotliwości. Podczas odsłuchu „Merry Go Round” w wykonaniu Freddy’ego Cole’a z Heresy III sączył się dźwięk o estetyce, o jaką trudno byłoby posądzić kolumny wyposażone w takie właśnie trio głośnikowe – perfekcyjna symbioza między poszczególnymi głośnikami sprawiała, że do moich uszu docierał dźwięk kompletny, w którym niczego nie brakowało. Pod tym względem Klipsch okazał się nawet lepszy od Spendora. Do tego płyta zabrzmiała naturalnie i bez nadmiernej ostrości. Oczywiście zdarza się, że tubki brzmią bardziej ofensywnie od przykładowo miękkich jedwabnych kopułek, ale jest to też swego rodzaju stereotyp. Zdarzało mi się słyszeć nieprzyjemne i agresywne brzmienie kopułki, ale też miło i dźwięcznie grające głośniki tubowe. Reguły więc nie ma, ale zawsze przed zakupem jakichkolwiek kolumn radziłbym odsłuch, żeby ocenić, czy taki właśnie dźwięk nam pasuje. Prawdę mówiąc, już od pierwszych chwil odsłuchu zakochałem się w Heresy III właśnie ze względu na to, jakie są spójne. Absolutnie nie słychać w nich dominacji brzmienia jednego głośnika nad innymi. Obydwie tuby zostały idealnie zestrojone z dużym stożkiem niskotonowym nie tylko pod względem efektywności, ale także barwy, co jest doprawdy rzadkością. A tutaj okazuje się, że tytan w połączeniu z celulozą potrafi zagrać perfekcyjnie i w tych kolumnach jest to wręcz urzekające! Wracając do jazzu w wykonaniu zespołu towarzyszącego Freddy’emu  Cole’owi, to muszę przyznać, że szczególnie ujęło mnie na tej płycie brzmienie instrumentów dętych. Trąbka miała w sobie żar, blask i dźwięczność, o jaką można by posądzić znacznie droższe zespoły głośnikowe. O odsłuchu „Kind Of Blue” Milesa Davisa już nawet nie wspomnę. Takiego brzmienia nie powstydziłyby się kolumny z najwyższego przedziału cenowego. Barwa okazała się idealna i spójna w pełnym paśmie. Jeśli po raz pierwszy usłyszycie Heresy III, to z pewnością Waszą uwagę zwróci najpierw fantastyczna synergia brzmienia. W takich chwilach słuchacz nie skupia się na poszczególnych składnikach dźwięku i nie zastanawia się nad wysokimi tonami czy też basem, ale chłonie brzmienie jako całość, słucha instrumentów, a nie poszczególnych głośników czy zakresów reprodukowanych przez nie. Do tego muszę dodać, że moje początkowe obawy o stereofonię równie szybko zostały rozwiane. Wydało mi się, że ze względu na fakt, iż kolumny są niewysokie i stoją na podłodze, stereofonia zostanie zaprezentowana niżej, i Freddy’ego Cole’a wraz z zespołem towarzyszącym będę widział jako knypka z orkiestrą składającą się z krasnali, a dźwięk będzie dobiegał do mnie niemal z poziomu podłogi. Ale nic takiego nie miało miejsca, bo wysokość sceny i jej usytuowanie w pionie jak i w poziomie były jak najbardziej prawidłowe. Dźwięk całkowicie odrywał się kolumn i dryfował gdzieś ponad nie, co robi szczególnie duże wrażenie, bo przecież kolumny nie są zbyt wysokie, ale za to dźwięk docierający do miejsca odsłuchowego jest mniej więcej na wysokości uszu, właśnie dzięki odchyleniu kolumny o kilka stopni do tyłu. Źródła pozorne kreślone są z chirurgiczną precyzją, wycięte laserowym skalpelem o fenomenalnej wręcz ostrości. Jeśli mielibyście możliwość posłuchania za pośrednictwem Heresy III „Libera Me” Larsa Danielssona z wydania na SACD, to zrozumiecie co mam na myśli. Nawet w utworach o dosyć obfitym zagęszczeniu, zwłaszcza najdrobniejszymi detalami, słyszałem wszystko. A było to podane jak na tacy, każdy nawet najmniejszy szczegół w przestrzeni nie umknął tym nietypowym kolumnom. Podobnie było z brzmieniem klawesynu, bo ten mienił się bogactwem barw i miałem wrażenie, jakby każda pociągnięta struna była odczuwalna jak subtelne dotknięcie szpilką. Heresy III pokazały, że są niemal doskonałe pod kątem dynamiki w skali mikro. Owszem w skali makro też nie było źle, kiedy słuchałem dużego składu symfonicznego, gdy Hegel H80 pompował w te trójdrożne kolumny spore dawki prądu przy bardzo wysokich poziomach głośności. Heresy III nie schodzą aż tak nisko, jak inne, znacznie większe kolumny podłogowe, ale też nie odczułem jakichś wyraźnych braków w reprodukcji zakresu niskotonowego. Po prostu bas charakteryzował się doskonałą odpowiedzią impulsową i piękną, złożoną barwą, a więc atrybutami typowymi dla dobrze zestrojonych konstrukcji zamkniętych.
 
Podsumowanie

Heresy III łączyłem zarówno z Heglem H80, jak i wzmacniaczem lampowym single-ended o mocy zaledwie kilku watów, skonstruowanym przez mojego znajomego. Jako źródło używałem naprzemiennie odtwarzacza CD-07s marki Ayon z oddzielnym przetwornikiem wyposażonym w asynchroniczne wejście USB, dzięki czemu mogłem odtwarzać muzykę z komputera zarówno z plików, jak i serwisu streamingowego Tidal. Brzmienie w obydwu przypadkach cechowało się mnóstwem informacji, podanych jednak w wyjątkowo wyrafinowanym stylu, co może być sporym zaskoczeniem, zwłaszcza dla osób krytykujących kolumny wyposażone w tubowe przetworniki. Heresy III, mimo, że są nietypowe i często mogą być mylone z monitorami, w pewnym sensie łączą wiele zalet zarówno jednych, jak i drugich konstrukcji, a do tego są wyjątkowo łatwe w ustawieniu i napędzaniu. Jeśli więc przykładacie sporą uwagę do efektywności kolumn, a do tego uwielbiacie rozłożystą, ale jednocześnie bardzo precyzyjną scenę dźwiękową oraz ponad wszystko cenicie sobie spójność brzmienia i dynamikę najwyższej próby, to koniecznie posłuchajcie Heresy III, bo może się okazać, że to będzie koniec Waszych poszukiwań idealnych kolumn, czego Wam serdecznie życzę.


Arkadiusz Ogrodnik
Źródło – Hi-Fi Choice 12/2015

kino domowe hi-fi